Jakub Walicki

O. Marquard, mowa inauguracyjna dla Deutsche Akademie fur Sprache und Dichtung, 1995 (tłumaczenie z j. niemieckiego)

2024-02-29Książki

Odo Marquard został członkiem Akademii w 1995 roku. Wówczas wygłosił mowę inauguracyjną.

„Panie Przewodniczący, Szanowne Panie i Panowie,

do odmłodzenia Niemieckiej Akademii Języka i Poezji, nadaję się – jako 67-latek – tylko wtedy, gdy nie liczy się moich już przeżytych lat życia, ale czas, który spędziłem na czuwaniu. Kto śpi dużo, jest młodszy niż ten, kto śpi mało; a ja jestem wielkim śpiochem.

Na to także, jak na wiele rzeczy u mnie, wpłynął mój filozoficzny nauczyciel, Joachim Ritter. Kiedy zostałem jego asystentem w Münster, skarżył się – on, który zawsze zasiadał przy biurku przed piątą rano – że ja wstawałem dopiero w południe. Powiedział mi: „Kiedyś też byłem nocnym markiem tak jak ty; ale można to zmienić: zaczyna się od pójścia spać wcześnie; reszta sama się ułoży.” Od tamtej pory kładę się wcześnie spać i wstaję późno; czasami naprawdę nie jest łatwo wygospodarować sobie czas na codzienną popołudniową drzemkę.

Urodziłem się w 1928 roku w Słupsku na Pomorzu Zachodnim. Do szkoły chodziłem początkowo również na Pomorzu Zachodnim: w Kołobrzegu. W 1940 roku, mając 12 lat, trafiłem – wspominam to, aby o tym nie zapomnieć – do nazistowskiego internatu, szkoły im. Adolfa Hitlera, ostatecznie zostałem członkiem Luftwaffenhelfer oraz Volkssturmu; w sierpniu 1945 roku miałem 17 lat i czas spędzony jako jeniec wojenny był już za mną.

Opanowałem moje skłonności do architektury i malarstwa i zająłem się studiowaniem filozofii: w Münster u Joachima Rittera, w Freiburgu u Maxa Müllera, który został promotorem mojego doktoratu. W 1963 roku habilitowałem się w Münster i osiągnąłem tym samym moje życiowe marzenie: zostać adiunktem. Dwa lata później ten plan został zaprzepaszczony; nie byłem adiunktem, tylko profesorem filozofii w Gießen.

Moją filozofię nazywałem i nadal nazywam sceptycyzmem, a sceptycyzm to zrozumienie znaczenia podziału władzy aż do podziału również tych władz, które są przekonaniami. Paraliżuje ona pokusę poddania się jednej totalitarnej władzy. Dlatego mój sceptycyzm był odpowiedzią na doświadczenia do roku 1945.

Moje przekonanie – na co miałem właśnie dowód – było początkowo takie: 'ja’ mogę się mylić. Od 1968 roku rozszerzyłem je: także 'inni’ mogą się mylić, np. kiedy – uciekając od posiadania-sumienia do bycia-sumieniem – przekręcają prawidłowe 'nigdy więcej nazizmu’ w błędne 'nigdy więcej identyfikacji’.
Dlatego mój sceptycyzm stał się odmową konformizmu negacji, odmową 'fiat utopia, pereat mundus’, i w ten sposób stał się krokiem w kierunku łagodnych identyfikacji: z krótkością życia; z kompensacjami; z nowoczesnym światem; z Republiką Federalną; z burżuazją; z najbliższym środowiskiem w Gießen: dokładnie dziś – wraz z moją żoną – od trzydziestu lat mieszkam w Gießen, ostatnie dwa i pół roku jako emeryt, więc wreszcie jako rodzaj adiunkta.

Myślenie i pisanie nadal jest dla mnie trudne; ale nie byłyby wiele warte, gdyby było z nimi inaczej. Potrzebuję lekkości jako formy, aby wytrzymać ze sobą, aby myślenie przyciągnęło mnie do stołu i do pisania, i aby pokutować za to, że obciążam moich współbraci myśleniem i pisaniem.

Widocznie to nie przeszkadzało Niemieckiej Akademii Języka i Poezji: w 1984 roku mogłem jej podziękować za Nagrodę Sigmunda Freuda za prozę naukową, a dziś dziękuję jej za wybór mnie na jej zwyczajnego członka, z którego jestem serdecznie zadowolony”.